Nauczyciele i pracownicy oświaty protestowali w poniedziałek, 31 sierpnia przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Związkowcy domagają się podwyżek wynagrodzeń i powiązania ich z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce.
Nauczyciele czują się oszukani przez rząd, bo - jak przekonują - złożony przez nich projekt dotyczący podwyżek utknął w Sejmie, a wcześniejsze obietnice dotyczące wzrostu pensji nie zostały spełnione.
Głównym postulatem protestujących jest zmiana sposobu ustalania wynagrodzeń nauczycieli. ZNP od dawna domaga się, by płace nauczycieli były powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Na takie rozwiązanie nie chce się jednak zgodzić rząd, choć - jak przypominają nauczyciele - obecna większość sejmowa deklarowała poparcie dla powiązania ich wynagrodzeń ze średnią płacą w gospodarce.
- Chcemy przypomnieć politykom rządu i panu premierowi obietnice, które złożyli nauczycielom, i tych obietnic do dzisiaj nie dotrzymali, a minęły już ponad dwa lata - mówi w rozmowie z RMF FM Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, który organizuje protest.
Związkowcy przekonują, że proponowane obecnie rozwiązania - podwyżki związane z wyrównaniem o wskaźnik inflacji - są dla nich niewystarczające.
ZNP zwraca również uwagę na sytuację nauczycieli rozpoczynających pracę w zawodzie - wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela początkującego jest wyższe od płacy minimalnej jedynie o 502 zł.
W proteście wzięli też udział nauczyciele z Parczewa. Pedagodzy trzymali tabliczki „Uczę dzieci liczyć. Sama liczę do pierwszego” oraz „Moja wypłata jest jak reforma edukacji. Wszyscy o niej mówią, nikt jej nie widział”.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.