Na niedawnej sesji Rady Powiatu Parczewskiego omawiana była sytuacja oświatowa w powiecie. Radny Adam Wróblewski dociekał, jaka jest sytuacja z kółkami przedmaturalnymi.
- W ZS jest ich sporo, natomiast w liceum tych kółek praktycznie nie ma. Z czego to wynika? Wracając do wspomnień z czasów szkoły średniej, bazowaliśmy na takich zajęciach i udawało się zdać maturę, a następnie dostać na studia. Dlaczego ten element jest pomijany w szkołach? Myślę, że jest to z korzyścią dla uczniów, bo nie pociąga za sobą kosztów. Jak pan dyrektor to wszystko ocenia? Czy będzie się pan starał uaktywnić tą formę? - dopytywał radny.
Dyrektor Jerzy Świć podkreślił, że kółka są proponowane uczniom. - W tamtym roku była pani dyrektor (Beata Tryniecka – dop. aut.). prowadziła kółko z geografii i przygotowywała maturzystów. Prowadzę kółko z informatyki, ale to dopiero w 3 klasie. Nauczyciele proponują te zajęcia, ale uczniowie być może są zmęczeni ilością godzin w szkole, bo te kółka mogą odbywać się dopiero po lekcjach. Po prostu nie przychodzą. Są to pojedyncze osoby, wszystko rozpoczyna się dobrze, a kończy tym, że nie ma chętnych i wygasza się takie zajęcia - tłumaczy Świć.
Radny Wróblewski poruszył też temat wydawanych uczniom posiłków
Zauważył, że W ZS jest ich 75, a w liceum nie ma nawet kuchni. - Z czego to wynika? - dopytywał.
- Rozważaliśmy kwestię posiłków w rozmowach z dyrektorami szkół. Młodzież LO byłaby zainteresowana, ale stołówka została zlikwidowana. Rozmawialiśmy i rozważaliśmy kwestię dostarczenia uczniom tych posiłków, tylko ceny, jakie są proponowane przez zewnętrznych dostawców są wysokie. Myśleliśmy też o szpitalu, który gotowałby obiady i dowoził. Wówczas ceny przekraczałyby 3-krotną wartość obiadu w ZS. W szkołach nie są liczone koszty osobowe do wydawania tych posiłków, liczy się tylko sam wsad do kotła - tłumaczy starosta Janusz Hordejuk.
20 zł kosztowałby obiad dla ucznia w LO, a 7 zł kosztuje dziś obiad dla ucznia w ZS. Ta różnica jest, zdaniem Hordejuka, zbyt drastyczna.
Radny Wróblewski ocenił, że 75 wydawanych posiłków na szkołę, która liczy ponad 400 osób, to mało. - Są to koszty, bo przyjmuje się, że na 100 posiłków powinna być zatrudniona 1 osoba. Mamy 75 osób, a ile pań pracuje? Jest to problem, któremu trzeba się przyjrzeć i zwiększyć liczbę posiłków, jakoś zachęcić młodzież, bo wytworzyła się dziwna sytuacja. W internacie są 32 osoby korzystające z posiłków. Odliczając te osoby wychodzi, że na całą szkołę tylko 40 osób korzysta z obiadów - zauważył.
Głos zabrała też radna Aneta Szewczyk, która sama jestem rodzicem uczennicy, która uczęszcza do LO.
- Jest problem z posiłkami, bo dzieci nawet nie mają gdzie kupić pożywienia. Jeśli chodzi o wydawane posiłki, to mała ilość być może wynika z tego, że młodzież się odchudza, ale nie zmienia to faktu, że nie ma możliwości zakupu jakiejkolwiek drożdżówki czy przekąski. Jest tylko automat z kawą i herbatą, a uczniowie w trakcie lekcji nie mogą wychodzić poza teren szkoły - powiedziała, na co zareagował dyrektor Świć przypominając, że w liceum jest automat z batonami.
- Chodzi mi o bardziej pożywne jedzenie, jak przekąski, kanapki, bułki. Są firmy, które dostarczają je do szkół - zauważyła Szewczyk.
Jedną z możliwości jest uczęszczane przez uczniów liceum na obiady do Zespołu Szkół.
- Kwestia logistyczna wygląda tak, że na obiad można pójść po zajęciach. I z tego wynika mała ilość dzieci, które chodzą na obiady do stołówki w technikum. One na te obiady mogą pójść dopiero po zajęciach, ale wtedy najczęściej idą do domu i tam jedzą obiad. Jest problem logistyczny, bo gdyby zarezerwować jedną dłuższą przerwę na wyjście na obiady do ZS, to być może tych dzieci byłoby więcej. Z drugiej strony znając zaradność młodzieży, 75 % skierowałoby się do Biedronki a nie do ZS - zauważył radny Adam Wiśniewski i ocenił, że nie ma rozwiązania idealnego. - Jeśli chodzi o ilość osób na stołówce gotujących obiady, to wydaje mi się, że jedna osoba na 100 posiłków to trochę zbyt mało - dodał.
Co z komputerami?
Radny Wróblewski dociekał też, jakie jest wyposażenie szkół w komputery. - W zestawieniu (przedstawionym radnym - dop. aut.) widać, że w liceum są 53 komputery, z tego uczniowie korzystają z 45, a z 8 nauczyciele. A w ZS - 134, z 90 korzystają uczniowie. Z czego wynika ta dysproporcja? Czy nie ma większych potrzeb w liceum? - dopytywał Wróblewski.
Świć wyjaśnił, że w liceum jest jedna pracownia komputerowa, a w bibliotece znajdują się 3 komputery ogólnodostępne. - Pozostałe komputery znajdują się w salach lekcyjnych, również są dostępne dla uczniów. Nie ma jednak miejsca by zrobić drugą pracownię komputerową, bo są to duże koszty, choć chętnie bym widział taką drugą pracownię. Na razie jest to niemożliwe, chyba że w ministerstwie pojawią się jakieś projekty. W ZS jest więcej tych komputerów, bo oni mają profil technik-informatyk, więc muszą mieć więcej tych komputerów - tłumaczył dyrektor.
Uczennica straciła stypendium
W trakcie obrad poruszono też kwestię uczennicy, którą pozbawiono stypendium. W regulaminie powiatowym jest zapis, że uczennica nie może pobierać stypendium z dwóch źródeł, a została zgłoszona do stypendium starosty parczewskiego i prezesa Rady Ministrów.
- W związku z tym, że otrzymała stypendium premiera, musieliśmy wykreślić uczennicę z pobierania naszego stypendium. Wynika to z regulaminu - tłumaczył starosta Janusz Hordejuk.
- A czy mógłby pan rozszerzyć ten temat? Kiedy ona dostała stypendium? - dopytywał radny Bartosz Hawryluk.
- Pierwszy raz dostała stypendium z Zespołu Szkół, czyli ze swojej szkoły, w drugiej kolejności dyrektor zgłosił ją do stypendium Rady Ministrów i tam również uzyskała stypendium. Kiedy otrzymaliśmy informację, że uczennica otrzymała drugie stypendium musieliśmy wstrzymać nasze stypendium stosując się do uchwały Rady Powiatu - tłumaczył starosta Janusz Hordejuk.
Radny Hawryluk nawiązał do uchwały Rady Powiatu ws. regulaminu, na który powoływał się samorząd powiatu.
- Ona wyraźnie rozróżnia kwestie przyznania stypendium. A przyznanie stypendium prezesa Rady Ministrów, bądź Komisji Edukacji Narodowej nie wyklucza przyznania niniejszego stypendium. Pod koniec jest przepis szczególny, który mówi, kiedy uczeń traci prawo do stypendium. I tu już nie jest wymieniona kwestia innego stypendium. Uczeń może utracić prawo do stypendium tylko, jeżeli został skreślony z listy uczniów, przeniósł się do szkoły, dla której powiat parczewski nie jest organem prowadzącym, albo zrzekł się prawa do stypendium - wyliczał Hawryluk.
Odniósł się też do niewielkiej kwoty, jaka była wypłacana uczennicy
- Mówimy w sumie o 1200 zł. Czy naprawdę jest sens, stosować jakieś dziwne triki dla 1200 zł? Gdzie mówimy o przyszłości naszej młodzieży? To stypendium ma mobilizować, a nie deprymować - stwierdził radny.
Starosta Hordejuk dodaje, że sprawa była konsultowana z prawnikiem. - To nie jest kwestia wypłacenia 200 zł, a kwestia dyscypliny finansów. Mamy opinię mecenasa i możemy wyjaśnić to panu na piśmie. To nie podlega dyskusji - skwitował Hordejuk.
Wicestarosta Artur Jaszczuk zauważył, że podobna sytuacja miała miejsce kilka lat temu. - Przez niedopatrzenie i dyscyplinę finansów publicznych uczennica była zmuszona zwracać stypendium. Tutaj to nie jest nasza zła wola, tylko stosowanie się do zapisów prawa i uchwał przyjętych przez Radę Powiatu - powiedział Jaszczuk.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.