- Miałam tylko mamę i dwie dużo starsze siostry, które miały już swoje rodziny. Byłam najmłodsza, więc miałam troszeczkę mniej obowiązków przy przygotowywaniach do świąt. Wspomnienia kojarzą mi się z czasem wielkich porządków, ale wyglądających zupełnie inaczej niż teraz. Chociaż praca była ciężka, robiliśmy to z przyjemnością, traktując to bardziej jako zabawę niż obowiązek - wspomina pani wójt.
Do mycia podłogi służyło wiadro, szczotka i proszek do prania. Podłogę szorowało się na kolanach.
Mama pani wójt chowała kilka świń. Jedną zawsze zabijano przed świętami, co przerażało panią wójt. - Zawsze płakałam i współczułam każdej zabijanej świni, chociaż nigdy nie widziałam, jak to się robi, bo bałam się zobaczyć. Później lubiłam jednak pomagać mamie w robieniu kiełbas. Mama robiła i większe kiełbasy, które potem wędziła i malutkie, taką białą kiełbaskę do białego barszczu. Robiła różne wędliny, które później wieszała w stojącej obok domu spiżarni - wspomina nasza rozmówczyni.
Zapach był niesamowity, ale do soboty, kiedy nie zostały poświęcone pokarmy, obowiązywał ścisły post i nie można było jeść.
- Chociaż kiedyś pytałam mamę, dlaczego tak długo muszę czekać, aby spróbować kawałek kiełbaski. Za jakąś godzinkę mama zawołała mnie i dała mi kawałek kiełbaski. Mama powiedziała "jesteś jeszcze malutka, Bozia może się nie obrazi, tylko nikomu nie mów, że dostałaś kiełbaskę w poście". Nigdy nie powiedziałam do teraz. To była tajemnica mamusi i moja. Dzisiaj wspominam to z ogromnym wzruszeniem - wspomina Grażyna Lamczyk.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.