W większości przypadków przyjeżdżają na miejsce, robią swoje, zabierają pacjenta i jadą do szpitala. Nie brylują w mediach jak inne służby, robią swoje skutecznie, lecz po cichu.
Ich praca to codzienna walka o nasze zdrowie i często życie. To ludzkie tragedie, które codziennie są ich udziałem, hartują ich charaktery.
Dlatego w każdej, nawet najbardziej niespodziewanej i najtrudniejszej sytuacji działają profesjonalnie, emocje zostawiając na boku. I robią tak w Parczewie od 60 już lat.
Z okazji 60. rocznicy powstania stacji pogotowia ratunkowego w Parczewie kierownik parczewskiej placówki Kazimierz Murawski zorganizował okolicznościową imprezę. Była ona okazją do podsumowań, wręczenia odznaczeń i pamiątek, lecz przede wszystkim do rozmowy z tymi, co na co dzień pozostają anonimowi.
Cztery medale od prezydenta
Z rąk wicewojewody lubelskiego Roberta Gmitruczuka złotymi medalami za zasługi przyznanymi przez Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzeja Dudę za wzorowe i sumienne wykonywanie obowiązków zostali odznaczeni: Janusz Ignatowicz, Janusz Kowalczyk, Kazimierz Murawski. Srebrnym medalem za długoletnią służbę został odznaczony Andrzej Hordejuk.
Jak opowiadają sami ratownicy medyczni czy pielęgniarze, ich praca choć trudna i odpowiedzialna, daje mnóstwo satysfakcji.
Szczególnie wtedy, gdy widzą na ulicy uratowaną przez siebie osobę. Dość często ta osoba nawet nie wie kto ją uratował, bo w czasie akcji ratowników jest nieprzytomna lub w takim stanie, że nie wie, co się wokół niej dzieje.
Każdy uratowany człowiek, szczególnie dziecko, to ogromna radość i zwieńczenie trudu, jaki na co dzień wykonują.
Najgorsze według ratowników jest, gdy nie ma szans na uratowanie komuś życia. Jak sami mówią do osób starszych, schorowanych jest inne podejście, można sobie jakoś to w głowie wytłumaczyć. Choć nie jest to uczucie przyjemne.
Traumą dla nich jest śmierć dziecka, bez znaczenia czy w wypadku, czy w wyniku choroby.
Wtedy jak sami mówią, przydałby się psycholog, by poradzić sobie z tym bolesnym uczuciem.
Technologia w parze z umiejętnościami
Praca w pogotowiu to ciągłe doszkalanie się i podnoszenie swoich umiejętności. Ale też komfort pracy z najnowocześniejszym sprzętem. Ratowników wspomagają systemy wspomagania ratowania, czy też systemy nawigacji, które pozwalają dojechać na wezwanie nawet w najbardziej odległe miejsca w powiecie.
 Rafał Kowalik, ratownik medycznyPraca jest ciekawa, fajna i dynamiczna. Nigdy nie wiemy co zastaniemy na miejscu, ale przy dzisiejszej technologii jest nam dużo łatwiej niż kiedyś utrzymać człowieka przy życiu. Odpowiednie systemy pomagają nam już praktycznie bezbłędnie trafić na miejsce wezwania |  Artur Krzeczkowski, pielęgniarzJeszcze niedawno to była ciężka, fizyczna praca. Ale teraz dysponujemy systemami wspomagania reanimacji typu Lucas, które nam pomagają. Bardzo męczące kiedyś uciskanie klatki piersiowej, teraz prowadzi automat. My tylko zaczynamy, a później już przejmuje to automat. Mamy w tej chwili jedną karetkę z takim wyposażeniem |  Kazimierz Murawski, kierownik parczewskiego pogotowiaMam za sobą ponad 21 lat na stanowisku kierownika pogotowia w Parczewie. Przez ten czas zmieniło się w pogotowiu wszystko. Zarówno sprzęt, wyposażenie czy procedury. Mamy standardy jeśli nie takie same, to nawet lepsze niż w zachodniej Europie |  Janusz Ignatowicz, pielęgniarzNie raz widzę ludzi, których nie znam a mówią mi na ulicy dzień dobry. Okazuje się, że to osoby, które wcześniej zdarzyło mi się ratować. Ta praca uczy cierpliwości, nierzadko musimy podejmować interwencje, które trwają wiele minut |