Lubański wydał polecenie
Pierwszą osobą, która zeznawała 21 maja w bialskim sądzie podczas drugiej rozprawy był Marek Lubański, zastępca Komendanta Powiatowego Policji w Parczewie. Tłumaczył, że między godz 9 a 9:20 został powiadomiony przez dyżurnego policjanta, że w miejscowości Dawidy gromadzą się ludzie. Z informacji wynikało, że w kilku miejscach miał zostać wykonany ubój świń, o czym wcześniej nie informowano policji i może dojść do utrudnień w wykonaniu tej decyzji. Zastępca komendanta wydał polecenie, aby skierować na miejsce funkcjonariuszy zespołu dzielnicowych, żeby ocenili sytuację i potwierdzili okoliczności zdarzenia. Faktycznie, wszystko się potwierdziło. Skierowano na miejsce również patrol ruchu drogowego. Na miejscu było około 50 osób, które blokowały drogę, a na jezdni stał pojazd weterynarii.
Uspokoić sytuację
Początek był zaogniony, ze względu na to, że protestujący mieli pretensje co do decyzji o wybiciu trzody. Jeden z lekarzy wyciągnął nawet telefon i zaczął nagrywać zgromadzone osoby. To samo robili rolnicy.
Odstąpienie od wybicia
Lekarz weterynarii, która była obecna w Dawidach, przyznała w sądzie, że nie doszło do wybicia świń tego dnia, gdyż grupa rolników nie przepuściła lekarzy weterynarii do gospodarstwa. Zaznaczała, że decyzję o wybiciu podejmuje powiatowy lekarz.
- Taką czynność przewiduje rozporządzenie ministra rolnictwa o zwalczaniu asf. Wybicie świń to jeden z możliwych sposobów. Pozostałe leżą w gestii właściciela. Chodzi przede wszystkim o zapewnienie bioasekuracji. Nie pamiętam, czy przestrzegano bioasekuracji akurat w tym gospodarstwie. Rozporządzenie działa na podstawie oceny ryzyka w kwestii wybicia zdrowych zwierząt - tłumaczyła lekarz weterynarii.
Potwierdza, że komendant policji pełnił rolę mediatora. Decyzja o wstrzymaniu wybicia świń została otrzymana przed południem.
- Zawróciliśmy od razu samochodem, na miejscu byliśmy do godz. 18, ponieważ nie pozwolono nam stamtąd odjechać. Nie mogliśmy przekazywać żadnych informacji, jesteśmy pracownikami służby cywilnej, nam nie wolno się wypowiadać publicznie - mówiła.
Były sugestie by milczeć
Na pytanie sądu, dlaczego lekarze nie przekazali rolnikom żadnych informacji odnośnie do wybicia świń, odpowiadał kolejny zeznający lekarz weterynarii, obecny podczas blokady rolników.
- Owszem, była sugestia lekarza, żeby nie wypowiadać się publicznie. Ale również nie wolno nam pokazywać decyzji administracyjnych osobom, które nie są stronami w postępowaniu, czyli w tym przypadku grupie rolników - zeznawał.
A trzeci z lekarzy weterynarii przed sądem zeznawał, że praktycznie nie było rozmowy z rolnikami, bo nie chcieli rozmawiać z weterynarią, tylko żądali przyjazdu m.in. wojewódzkiego lekarza weterynarii lub ministra.
Wzięli do niewoli
- Zostaliśmy wzięci do niewoli przez tłum z widłami. Dlatego musieliśmy odstąpić od wybicia świń. Policja jedynie ochraniała nas, żebyśmy nie zostali skrzywdzeni. Mnie zaatakowała kobieta z mężczyzną w trakcie zdarzenia. Doszło do rękoczynów - zeznawał lekarz.
Podkreślał też, że gdyby nie protest rolników przed wybiciem świń można by było uniknąć dalszego rozprzestrzeniania się choroby.
- Niektórzy z uczestników protestu później przyszli do mnie z prośbą o wybijanie świń, bo wystąpiły u nich ogniska wirusa. Ten okres mógł spowodować, że wirus poszedł dalej w Polskę. Takie rzeczy należy robić natychmiast - wyjaśniał.
Kolejna rozprawa w czerwcu.