Pokrzywdzona kobieta zgłosiła się do Wspólnoty i opowiedziała swoją historię. Poprosiła o jednak o anonimowość. Na potrzeby publikacji używamy wymyślonego imienia.
- W 2018 roku miałam romans z żonatym pracownikiem parczewskiego szpitala. W efekcie zaszłam w ciążę - zaczyna swoją opowieść pani Dorota. - Spanikowałam. Nic mu nie powiedziałam. Nie wiedziałam, co robić. Wreszcie jednak w styczniu 2019 roku powiedziałam. Nie był zachwycony, groził mi, że ma znajomości i mnie "załatwi", bo jest kimś. Jego żona również dowiedziała się o wszystkim, atmosfera była więc napięta i nerwowa - opowiada kobieta. Jej kochanek nie wierzył, że jest ojcem dziecka. Żądał testów na ojcostwo po porodzie. Pani Dorota zgodziła się, bo mężczyzna obiecywał, że będzie z nią jeździł do lekarza w Lublinie albo w Lubartowie, żeby nikt się w Parczewie nie dowiedział.
Rozmowa w samochodzie
- Źle się poczułam i poszłam na wizytę w poradni specjalistycznej w szpitalu. Wtedy po raz pierwszy informacje o moim stanie zdrowia trafiły do systemu informatycznego tej placówki, bo wcześniej ciążę prowadził lekarz w prywatnym gabinecie. Nikogo nie upoważniłam do uzyskania informacji o leczeniu - opowiada nasza rozmówczyni.
Janusz Hordejuk, dyrektor SP ZOZ w Parczewie, zapewnia, że zgłoszenie pacjentki potraktowano bardzo poważnie. - Zgłosiliśmy sprawę do Urzędu Ochrony Danych Osobowych i do prokuratury - Informuje Janusz Hordejuk. Przyznaje, że doszło do wycieku danych. Według niego ktoś z pracowników uprawnionych do logowania wszedł na konto pacjentki i przekazał informacje nieuprawnionemu pracownikowi. - Procedury mamy właściwe, dane pacjentów są bezpieczne. Zawinił człowiek. To nieprzyjemna sytuacja, ubolewam, że do tego doszło - mówi w rozmowie ze Wspólnotą dyrektor szpitala. Dodaje, że po zdarzeniu pracownicy zostali dodatkowo przeszkoleni z zakresu bezpieczeństwa danych pacjentów.
Straciła zaufanie do szpitala
Pani Dorota jest zawiedziona dotychczasową postawą organów ścigania i dyrekcji szpitala. Straciła zaufanie do tej placówki medycznej i ostrzega innych. - Ucierpiałam nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Straciłam ciążę, dziecko, które było niewinne.
Były pracownik szpitala, który bezprawnie zdobył informacje o pacjentce, odmówił Wspólnocie rozmowy.