Była to inauguracyjna edycja wydarzenia organizowanego w Siedlcach. Jak podkreśla zawodnik, organizatorzy stanęli na wysokości zadania. - Jak na debiut wszystko zostało przygotowane naprawdę bardzo dobrze. Było dużo kamer, profesjonalny komentarz i świetna oprawa. To mój drugi pojedynek w niewiele ponad dwa miesiące i drugie zwycięstwo. Wygrałem decyzją sędziów, choć w trzeciej rundzie byłem blisko przedwczesnego zakończenia walki, zarówno z dosiadu, jak i będąc za plecami rywala. Zabrakło jednak sił, a upał tego dnia nie sprzyjał zawodnikom - mówi Mateusz Staniukiewicz.
25-latek kończy studia magisterskie w Białej Podlaskiej. Sport towarzyszy mu od najmłodszych lat, jednak drogę do MMA rozpoczął stosunkowo niedawno.
- Ćwiczę właściwie całe życie, ale sporty walki trenuję od pięciu i pół roku. Początkowo chciałem po prostu nauczyć się bronić, jednak ambicja szybko sprawiła, że zacząłem wyznaczać sobie coraz większe cele. Kiedy rozpocząłem studia, postanowiłem, że przez pięć lat dam z siebie wszystko i doprowadzę do pierwszej walki. Mimo kontuzji – zerwanych więzadeł, uszkodzonych palców czy naderwanego mięśnia – trenowałem tyle, ile mogłem. Dwie ostatnie wygrane pokazały, że ten wysiłek nie poszedł na marne. To zwieńczenie pięciu lat ciężkiej pracy i całego okresu studiów - podkreśla.
Piłkarską karierę rozpoczął w Victorii Parczew, gdzie występował od najmłodszych kategorii wiekowych.
- Lubiłem sport w rękawicach, więc z pozycji bramkarza Victorii Parczew naturalnie przeniosłem się do klatki. W Victorii trenowałem pod okiem Andrzeja Kopińskiego od drugiej klasy szkoły podstawowej aż do 19. roku życia. Przeszedłem wszystkie kategorie wiekowe, a później grałem jeszcze sporadycznie w seniorach. Zdaniem mojego obecnego trenera po prostu dorosłem i zmieniłem dyscyplinę sportu - uśmiecha się zawodnik.
Obecnie reprezentuje klub Dziki Wschód Biała Podlaska, gdzie trenuje pod okiem Łukasza Grochowskiego. - Łukasz Grochowski był najpierw moim kolegą z grupy na studiach, a później został moim trenerem. Mam do niego ogromny szacunek. Nie tylko nauczył mnie sportu, ale również podejścia do życia i rozwoju mentalnego. Uważam, że w pozytywny sposób utemperował mój charakter. Jestem mu bardzo wdzięczny za poświęcony czas - zaznacza.
Jak przyznaje, przygotowania do walk trwają miesiącami, choć sam pojedynek mija błyskawicznie. - Najlepsze jest to, że przygotowujesz się kilka miesięcy, wychodzisz do dziewięciominutowej walki, a później niewiele z niej pamiętasz. Po tym pojedynku usłyszałem wiele pochwał, ale sam widzę błędy. Każda walka pokazuje kolejne elementy, które trzeba poprawić. To motywuje do dalszej pracy - mówi.
Przed Staniukiewiczem kolejne życiowe decyzje. Po ukończeniu studiów planuje wrócić w rodzinne strony i prawdopodobnie zmienić klub. - Lończę studia i chcę uporządkować swoją drogę zawodową. Najprawdopodobniej będę związany z Parczewem lub Lublinem, więc zapewne będę musiał zmienić klub. Nadal chcę prowadzić treningi personalne w Parczewie oraz zajęcia bokserskie w siłowni Real Gym Karwat. Dziękuję Konradowi Karwatowi za wsparcie finansowe podczas przygotowań do dwóch ostatnich walk - podkreśla.
Choć marzy o zawodowym MMA i występach dla największych organizacji, twardo stąpa po ziemi. - Każdy zawodnik MMA marzy o walce dla najlepszych organizacji na świecie. Dziś pozostaje to marzeniem, ale chcę zrobić wszystko, żeby kiedyś je spełnić. A jeśli się nie uda, przynajmniej nie będę miał do siebie pretensji, że nie spróbowałem - kończy Mateusz Staniukiewicz.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.